-No ty chyba zwariowałaś!
-Nie, mówię serio Olka! Pokaż na co cię stać!
-Ok. Niech ci będzie, to kiedy ta impreza?
-Za dwa dni. Ale jutro idziemy po kiecki!
-Ok, niech ci będzie!
-Dobra to ja lecę na uczelnię. Papatki!-wzięła torbę i tyle ją widzieli. Ja dziś nie miałam zajęć. Jednak dzień nie był wolny. No bo z czegoś trzeba się utrzymywać nie? No właśnie! Także jak ona wyszła ja zaczęłam szykować się do pracy. Byłam kelnerka w całodobowym klubie. Może właśnie dlatego, że prawie każdy dzień tam przebywam nie lubię takich miejsc? Nie ukrywam, nie jest to moja wymarzona praca, ale jak mus to mus! Wybrałam czarną dość krótką spódnicę i szarą bluzkę na ramiączkach. Jedyną zaletą tejże pracy bylo to, że nie muszę chodzić wystrojona w te wszystkie koszule, marynarki i spódnice za kolano. Zabrałam jeszcze kurtkę i ubrałam czarne balerinki. Po 20 min jechania MKSem dotarłam na miejsce. Weszłam na zaplecze, przywitałam z Klaudią, Moniką, Tomkiem i Dominikiem oraz Maćkiem i wszyscy ruszyliśmy za bar. Chłopaki byli barmanami, a my im tak jakby asystowałysmy. Dziewczyny zawsze zazdroscily mi tego, że pracuję z Tomkiem, ponieważ był meeega przystojny, umiesniony no i był najlepszym barmanem. W klubie mimo wczesnej jeszcze godziny bo była 15 było dość dużo ludzi. Niektórzy dopiero przyszli, a niektórzy balowali już od wczoraj. Co kto lubi no nie?
-Ola, a co robisz jutro wieczorem? Mamy wolne i pomyślałem sobie, że może poszliśmy do kina, a później na jakieś ciastko, czy coś?
-Wiesz Tomek, jutro to około 13 pojadę z przyjaciółką na zakupy, bo w sobotę idziemy gdzieś na działki na imprezę. Także wrócimy pewnie dopiero koło 17.
-A nie, to ok. Bo pewnie zmęczona będziesz, to nie naciskam. Może kiedy indziej.
-Ale nie, poczekaj. Możemy się spotkać od razu po zakupach.
-Na prawdę?-chyba jeszcze nie widziałam tak zdenerwowanego i zawstydzonego Tomka. Zawsze był pewny siebie i opanowany.
-Tak, to może o 17:30. My bedziemy w Galerii, także się zdzwonimy się ok?
-Pewnie, super, że się zgodziłaś.-uśmiechnął się.
-No ja też się cieszę. Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w kinie. No ale nic, wracamy do roboty. Samo się nie zrobi- i tsk zaczęliśmy znowu robotę. Nwm dlaczego zgodziłam się na to wyjście z nim. Daję mu tylko nadzieję, a przecież nic do niego nie czuję. Znowu pakuje się w jakieś gówno. Michalik jesteś idiotką! Pracowałam do 22. Po ubraniu się wyszłam i poszłam na przystanek, zawsze bałam się wracać w nocy, ale musiałam. Nim zdążyłam usiąść pojechało srebrne auto.
-Hej, może cię podwieźć?-zapytał Tomek.
-Ale ty jedziesz w całkiem inną stronę.
-Nie szkodzi. Wskakuj!
-No ok.
Jechało nam się bardzo dobrze. Gdy podjechalismy pod mój blok zobaczyłam, że w mieszkaniu pali się światło.
-Ooo Karola jeszcze nie śpi. Może wejdziesz na herbatę? Dam ci od razu te papiery co miałam ci przynieść już jakiś czas temu.
-A no mogę.-wysiedliśmy i udaliśmy do klatki. Już na piętrze niżej było słychać muzykę. Ja ją na prawdę kiedyś zabiję!
-Może jednak nie będę przeszkadzał w zabawie?
-nie no coś ty, chodź.
Weszliśmy, zdjelismy kurtki i buty i ruszyliśmy w stronę salonu, z którego dobiegały wszystkie głosy.
-Oooo Olcia moja kochana wróciła! I Tomuś nawet jest!-wybelkotala pijana Karolina. Razem z nią siedziało tam coś z 10 baaardzo wysokich mężczyzn, którzy siedzieli nawet na podłodze.
-Czemu ty się tak schlałaś? Co wyście jej zrobili?
-My? Nic! To ona ma słabą głowę. Wypiła tylko 3 drinki.
-Boże co za idioci! Zbyszek, a ty nie mogłeś jej tego zabrać?
-A skąd ja mogłem wiedzieć, że się tak szybko upije? Jeszcze z nią nie piłem!
-Dobra, weźcie ją zaprowadzcie tam do pokoju.-wskazalam im ręką pokój Karoliny.
-Ej, chłopaki, ale my nie kulturalni. Dziewczyna przyszła, a my się nawet nie przedstawiliśmy się. Ruszać dupy!-powiedział jeden z tych niższych i podszedł do mnie.-Krzysztof, Ignaczak Krzysztof.Dla przyjaciół Igła. Miło mi.-najpierw pocalowal mnie w dłoń, a później podał rękę Tomkowi.
-Hej, Fabian jestem.
-Piotrek, dla przyjaciół Cichy.
-Damian, dla przyjaciół Mały.
-Nikolay.
-Alek.
-Lukas.
-Thomas.-przedstawili się.
-Ej, Kuraś a ty to się nie przedstawisz?
-Luzuj majty Igła. My się już znamy z Oleńką. Prawda?
-Niestety tak.
-Niestety? Jakoś w nocy to nie nazekalas!-powiedział pijany.
-Co?
-Nie pamietasz co się działo w nocy? No ok, zrozumiałbym, gdyby to było z miesiąc temu, ale że poprzedniej nocy nie pamietasz?
-Co ty pieprzysz matole?
-To co słyszysz malutka! Ale widzę, że już masz kolejnego, ktory cię uratował.
-Zamknij się! Tomek przyszedł na herbatę, a z tobą nic nie było! Możesz siebie wmawiać do tego pustego łba wszystko, ale nie to!
-Tak? A wiesz, w nocy byłaś taka miła, a teraz taka zołza.-gdy to powiedział usłyszałam tylko trzasniecie drzwiami i Tomka już nie było. -Uuuu ktoś się chyba obraził.
-Zadowolony? No pytam czy jesteś z siebie zadowolony? Skończony idiota, prostak i debil!-wykrzyczalam w jego stronę.
-Hej, hej, hej hamuj się! Do starszego mówisz!-wstał z kanapy.
-Hahahah ja mam się hamować? To ty pieprzysz jakieś głupoty. Doskonale wiemy, że nic w nocy się nie wydarzyło.
-Może tak, może nie.
-to dlaczego to powiedziałeś?
-żeby go wkurzyc?
-jesteś idiotą!
-Yyyy my wam nie chcemy przeszkadzać, ale musimy się zbierać-powiedział któryś z chłopaków, ale my nie zwracaliśmy na nich uwagi.
-A ty umawiasz się z debilami!
-Po pierwsze to Tomek nie jest debilem, a po drugie...
-Tak, tak wiem, wpadł tylko na herbatkę!
-O co ci chodzi kretynie?
-O ten traktor co nie chodzi! Jesteś głupia.
-A ty jesteś przebrzydlym, przerosnietym i idiotycznym patafianem!
-Patafianem?
-Tak, właśnie patafianem!
-Jesteś pewna swoich słów?
-W 100 %
-Pożałujesz tego!
-Haha co ty możesz pijaczyno?
-Nagrabiłaś sobie teraz.-wziął mnie szybko na ręce i zaczął się ze mną kręcić dookoła siebie. Musiałam się go mocno trzymać za szyję bo inaczej pewnie by mnie puścił. Głowę schowalam w jego klatkę piersiową i krzyczałam by mnie puścił. Po chwili zatrzymał się, ale wtedy ruszył w stronę łazienki. Włożył mnie do wanny, odkręcić wodę z prysznica i zaczął mnie lać zimną wodą.
-Bartek nie! Proszę przestań! Zimno mi!-krzyczałam ale to nic nie dawało. W pewnym momencie chwycilam go za koszulkę i pociaglam na siebie. W tej chwili wytwalam mu prysznic i zaczęłam lać wodą. Szybko wydostalam się spod niego, choć latwo nie było.
-O ty mała zołzo! Jak będę chory to trener mnie zabije!
-A co mnie to obchodzi? Jak ja będę chora to nie będę mogła iść do pracy i z czego żyć!
-Oj tam nie marudź.-wyszedł z wanny i zaczęliśmy się wycierać.
Było przy tym trochę śmiechu, ponieważ uparł się, że pomoże mi wytrzeć włosy. Po chwili ja poszłam po czyste ubrania, a on do salonu, gdzie poszłam tuż po ogarnieciu sie.
-Trzymaj to największa koszulka
jaką mam, ale w moje spodenki to ty raczej nie wcisniesz tego tłustego tyłka!
-Ja mam tłusty tyłek? Mój tyleczek jest najpiękniejszy! I nie waz się go obrażać.
-Ok, ok spokojnie. A tak wg to kiedy reszta wyszła?
-Wiesz, że sam nwm. Zostawili mnie i teraz nie mam czym wracać.
-No to przenocujesz tutaj.
-Nie chcę robić problemu
-Żaden problem. Ty mnie uratowales więc teraz ja uratuje ciebie. Chodź spać.
-Gdzie?
-Do łóżka. Chyba, że chcesz spać na tej malej i niewygodnej kanapie?
-Nie, nie. Już idę z tobą.
Polozylidmy się na dwóch końcach łóżka. Po 40 min. leżenia ja nadal nie mogłam spać i zaczęłam się wiercic. Po chwili wstałam i poszłam do kuchni. Nalałam sb soku do szklanki i usiadłam przy stole.
-Czemu nie śpisz?-usłyszałam głos dochodzący z drzwi. Bartek stał w samych bokserkach oparty o futrynę. Wyglądał jak młody Bóg.
-Jakoś nie mogę. A ty?
-No ja też.
-Chcesz soku?
-Yhy.
Nalałam mu soku do szklanki i poszliśmy usiąść na kanapę.
-Aaaa może się przejedziemy? Teraz nie powinno jeździć dużo aut.
-Ale ty piłeś.
-I co z tego? Może z dwa piwka, zresztą teraz to już ich wcale nie czuję. A jazda nocą jest najlepsza.
-Ale jest 1:20.
-A chce ci się spać?
-No nie ale...
-Ale ubieramy się i jedziemy.
-Ale ty masz mokre spodnie.
-Do auta dojdę, a w środku mam spodenki, także się przebiore. Ruszaj się!
-No ok.- to głupie, ale się zgodzilam. Nigdy jeszcze nie jeździłam sb od tak po mieście w nocy. Po 10 min. wychodzilismy z bloku. Wsiedlam na siedzenie pasażera, a Bartek do tyłu by zmienić spodnie na spodenki. Po chwili już jechaliśmy. Na początku jechał spokojnie, ale kiedy wjechał na autostradę zaczął przyspieszać. Mimo iż nie było zbyt dużo aut, bałam się.
-Bartek zwolnij.
-Nie bój się. Nic ci się nie stanie.
-Bartek jedziesz już prawie 200! Zwolnij!-krzyknęłam jednak to nic nie pomogło.-Bartek proszę.-nawet moje błagania powtórzone kilkukrotnie na nic się zdały.-Albo zwolnisz albo wysiadam!
-Przestań się w końcu drzec! O co ci chodzi? Przecież zgodziłaś się na przejażdżkę!
-Tak, ale gdybym wiedziała, że jesteś tak nierozsądny to bym się nigdy nie zgodziła. Wracajmy już.
-Wiesz, że jest już 5:25 i jesteśmy pod Krakowem?
-Co? Jakim cudem?
-Zasnelas jak jeszcze bylismy w mieście i tak to się stało.
-No i co teraz?
-Pojedziemy w jedno miejsce. Jeszcze z godzinkę i bedziemy na miejscu.
-Ok, a powiesz mi chociaż gdzie?
-Nie.
-Ok. Nie obrazisz się, jeżeli spróbuję znów zasnąć?
-pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Dasz mi buziaka.
-Ok.
-w usta!
-Co? Dobrze się czujesz?
-A temu pożal się Boże Tomeczkowi to pewnie dawałaś.
-Przestań! Dostaniesz tego buziaka jak się obudzę.
-To wtedy chcę dwa.
-Dobraa ale teraz już sie zamknij!
W końcu udało mi się zasnąć. Gdy Bartek mnie obudził zauważyłam, że stoimy pod...
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Gdzie Bartek przywiózł Olę? Macie jakieś pomysły?
Można się ze mną kontaktować poprzez aska ( volleystory1 ) mimo tego, że zaczęłam tam także pisać opowiadanie z Bieńkiem w roli głównej, to musiałam je przerwać, z powidu braku pomysłu na dalsze losy. Ale tutaj już mam wszystko zaplanowane i już w kolejnym rozdziale pojawią się nowe postacie. Do zobaczenia. Pa! :*
PS: Przepraszam za błędy i źle złożone zdania, których jest tutaj wieeeele :/
Zawsze w mym sercu siatkówka...
sobota, 28 maja 2016
Rozdział 2
Rano obudziły mnie promnienie słońca, które razily mnie w oczy. Otworzyłam je i zorientowałam się, że śpię na czyjejś klatce piersiowej. Po chwili przypomniałam sb wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Zabiję Karolinę za to, że mnie zostawiła! Już ona mnie popamięta! Moje marzenia z wczorajszej nocy o tym, że on jednak wybierze kanape, nie spełniły się. Chociaż nie powiem, że mi nie wygodnie, ponieważ już dawno nie spało mi się tak dobrze i bezpiecznie. Po jakiś 10 min. moich rozmyślań chłopak zaczął sie budzić.
-Yyy hej-powiedziałam speszona.
-Cześć-odpowiedział zaspanym, ale bardzo sexownym głosem-Długo nie śpisz?
-10 minut-odpowiedziałam i zapadła niezreczna cisza.-Dziękuję, że mnie wczoraj nie puściłeś tam samej-powiedziałam cicho
-Nmzc.
-Jest, bo gdybym tam poszła to pewnie by mi się coś stało, sam mówiłeś, że...
-Tak, ale nie wracajmy już do tego. Jak się spało?-Zmienił sprytnie temat.
-Ok, masz bardzo wygodne łóżko.
-Łóżko, czy klatkę piersiową?-zapytał ze śmiechem, a ja dopiero wtedy zorientowałam się, że nadał moja głowa spoczywa na nim i jestem do niego przytulona, a on obejmuje mnie ręką. Zawstydzilam się i pewnie spaliłam buraka. Ale wtopa Michalik!
-Yyyy przepraszam- powiedziałam szybko i poprawilam się do pozycji siedzącej.
-Oj, nie przepraszaj. Chodź tutaj jakoś fajnie mi się tak z tobą leżało.-objął mnie ręką w talii i pociągnął znów do siebie, a mi było nie zręcznie.
-Wiesz, chyba muszę już iść, bo przyjaciółka będzie się martwić.
-Ona to pewnie z Zibim jeszcze nae skończyli, także wątpię czy ma teraz głowę do zmartwień.
-Ale, że co?
-Znając mojego kumpla, to zaciągnął ją wczoraj do swojego mieszkania i spędzili upojną noc, a przy okazji śniadanie.
-Ale nic jej nie zrobi?-zapytałam przestraszona.
-No wiesz, ja nwm czy oni się zabezpieczają, czy niem
-Hahaha bardzo śmieszne. Ja się zbieram.
-Poczekaj, podwiozę cię.
-Dzięki, ale przejdę się.
-No coś ty? Pół miasta? Chce ci się?
-Tak. Poza tym są MKS-y.
-No nie wygłupiaj się! I tak już sam muszę się zbierać więc cię podwiozę i nie ma sprzeciwu. Idź się ubierz. Ja zrobię śniadanie.
-Nie jestem głodna.
-Yhyy fajnie, ale zjeść coś musisz. Mamusia nie uczyła, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia?
-Może tak, może nie. -odpowiedziałam i zniknęłam za drzewami łazienki. Po 15 min. byłam już gotowa.
-No nareszcie, chodź bo ci herbata wystygnie.
-Ok, ok już pędze.-usiedlismy do stołu i zjedliśmy tosty i wypilismy herbatę, po czym,on poszedł sie umyć, a ja zaczęłam oglądać telewizję. Na chyba wszystkich kanałach dudniało od jakiegoś tam ważnego meczu Rzeszowa z Bełchatowem, ale ja nie zwracałam na to uwagi, ponieważ nigdy nie interesowałam się siatkówką, jedyne co to umiałam trochę grać w gimnazjum, ponieważ musiałam mieć 6 z wf-u. Chłopak był już gotowy po 10 min. więc wyszliśmy i udaliśmy się w stronę mojego mieszkania. Byliśmy tam po 30 min. ponieważ Bartek się zgubił
-Jeeeny jak można się zgubić w Rzeszowie?-zrzedzilam
-No jak widać można!-wiedziałam, że był już poddenerwowany.
-Od kiedy tutaj mieszkasz?
-Od września.
-I jeszcze nie zdarzyłeś się zapoznać z miastem? Przez prawie 8 miesięcy?
-No jakoś nigdy nie musiałem jeździć na drugi koniec miasta!
-Teraz też nie musisz! Nikt ci nie kazal! Mówiłam, że dam sobie radę! Ale ty nie, bo wielki rycerz się znalazł!
-Jak ci sie coś nie podoba to droga wolna!
-No i bardzo dobrze! Pójdę sobie! Będę tam szybciej niż z tobą!
-A rób co chcesz!
-Skończony palant!
-Idotka!
-Spadaj przerośnięty patafianie!-krzyknęłam jeszcze i zatrzaslam za sobą drzwi jego auta. Zdenerwował mnie idiota jeden!
Dotarłam do domu za pomocą miłego starszego pana, który zgodził się mnie podwieźć. Gdy weszłam do mieszkania usłyszałam dwa głosy. Jeden jak poznałam był mojej przyjaciółki, a drugi jakiegoś faceta. Zdjęłam buty i weszłam do salonu gdzie siedzieli.
-Hej wam.-powiedziałam, a oni przestali się śmiać i spojrzeli na mnie.
-O hej, gdzie ty byłaś całą noc? Martwiłam się,!
-Jakiś palant najpierw mnie uratował, później pomógł i przenocowal, a dzisiaj próbował mnie odwieźć, ale kretyn nie znał drogi. I nawet się do tego bie przyznał! I co? I zrobiliśmy się! Później była krótka wymiana zdań i ja sobie poszłam. Jakiś pan mnie podwiozl i tak oto jestem, a wy jak się bawiliscie? Hmmm? Mam nadzieję, że ciocią nie zostanę, a jeżeli już to chcę być świadkiem na ślubie i matką chrzestną!
-Yyyy o czym ty mówisz? A tak wg to to jest Zbyszek. Zbyszek to Ola.-przedstawiła nas sb Karolina.-i my w nocy rozmawialiśmy, a nie to co ty zapewne robiłaś z tym swoim alvaro!
-Hahaha z tym idiota? Proszę cię! Mam nadzieję, że już więcej na oczy nie zobaczę tej przebrzydlej mordy z odstajacymi uszami!
-No,to widzę, że miał chłopak z tb wesoło-Zaśmiał się milczący dotąd Zbyszek.
-Nawet mnie nie denerwuj człowieku!-krzyknęłam idąc do swijego pokoju. Wzięłam lapka i usiadłam na łóżku.zaczęłam przeglądać różne strony internetowe, kiedy do mojego pokoju wpadla Karola ze Zbyszkiem
-Wiesz Ola, bo my chcemy wyskoczyć na jakieś szybkie sniadanko, a tutaj za chwilę ma przyjechac kumpel Zbyszka no i moglabys się nim chwile zająć? Nam to nie zajmie długo-poprosiła przyjaciółka
-Jeśli to będzie jakiś kretyn to od razu wywale go za drzwi!
-czyliiii...
-Czyliiiii idźcie już bo zaraz się rozmyślę!-powiedziałam, a oni szybko wyszli i usłyszałam tylko trzasniecie drzwi. Po jakiś 10 min. mój błogi spokój został perfidnie przerwany przez dzwonek do drzwi. Zabiję tego, kto się tam dobija!
-Cześć, ja do...-zaczął zaraz, jak tylko otworzyłam drzwi i gdy mnie zobaczył umilkł-Ty tutaj mieszkasz?
-Nie, przyleciałam z kosmosu tylko po to by otworzyć drzwi jakiemuś imbecylowi! Czego chcesz? Bo nie mam czasu!
-Może tak hamuj się co? Przyjechałem po Zbyszka. Jest?
-A widzisz go gdzieś?
-Nie bo zasłaniasz wszystko.
-Twierdzisz, że jestem gruba?
-No wiesz, siłownia albo dieta by ci nie zaszkodziły.-zaśmiał się
-Wiesz wolę być gruba i szczęśliwa, niż być taką kupą mięśni, która nikomu nie jest potrzebna! A nie przepraszam, jeszcze twój przyjaciel cię potrzebuje żebyś go do domu odwiozl.
-Weź się zamknij już, zachowujesz się jak jakaś histeryczka! Wposcisz mnie bo nie będę tutaj tak stał.
-Wlaz, ale nie myśl sb że zaproponuje ci jakąś kawę czy coś, nie chce mi się robić.
-Już jedną wypilem jakbyś nie pamiętała.-powiedział zaraz za moim uchem, a mnie przeszły dziwne dreszcze-Gdzie Zibi?
-Poszli gdzieś na śniadanie, zaraz powinni wrócić.
Usiadłam sb na kanapie i zaczęłam przeglądać różne programy w tv. .-Ej, zostaw mecz był!-powiedzial, gdy minelam polsat sport.
-Oh, jak przykro. Nawet sb nie myśl, że będę oglądała jakiś durny mecz!
-No weź, tego jeszcze nie oglądałem!
-A co mnie to obchodzi! Nie lubię sportu i tyle!
-Ale tam gra Resovia ze Skra!
-Że kto? Weź się ogarnij i siedź cicho! Nie jesteś u siebie!-krzyknęłam, a on zaczął mnie laskotac i chciał zabrać mi pilot. Kiedy wyciągnęłam rękę poza kanapę on chciał ją złapać i przechylilismy się w kierunku podłogi, po czyn ja spadlam, a on na mnie-Patrzylismy sb długo w oczy. Ani ja ani on nie mogliśmy się od sb oderwać. Jednak kiedy on zbliżał twarz do mojej usłyszeliśmy otwieranie drzwi i krzyk Karoliny, że już są. Szybko się poderwalismy i usiedlismy spokojnie na kanapie. Jednak wyszło na jego i włączył ten mecz.
-O siema! Już jesteś, sorry ale byliśmy na śniadaniu. Długo czekałeś?-zapytał Zbyszek
-Yyyy nie, dopiero przyszedłem. To co jedziemy, nie mamy za dużo czasu.-odpowiedział speszeszony i wstał.
-Tak, poczekaj, pozegnam się tylko z Karoliną.-Zibi i moja przprzyjaciółka wyszli do jej pokoju "pożegnać się", a my zostaliśmy sami. Żadno się nie odezwalo, spojrzałam na niego, ale miał głowę spuszczoną w dół i o czymś zawzięcie myślał. Po 5 min. wrócili nasi "zakochani"
-No to co Kuraś jedziemy?-zapytał Zbyszek
-Tak, tak.
-To hej wam i do zobaczenia!-krzyknął Zibi i wyszedł. Jego towarzysz, którego imienia nawet nie znałam wyszedł tuż za nim, wcześniej mówiąc tylko ciche "cześć".
-Ten Kuraś to jakiś taki dziwny.
-Nwm, nie znam się.
-Ale przystojny-poruszala brwiami
-Przeciętny.
-No cos ty Olka! Nie mów, że ci się nie spodobał!
-Chłopak, jak chłopak. Nawet nwm jak ma na imię.
-Bartek.
-Aha, fajnie.
-Ojeny! Z takim podejściem to ty sb na pewno chłopaka nie znajdziesz!
-Weź przestań, jakbym chciała to bym miała każdego.
-Tak, to czemu nie masz?
-Bo nie chcę?
-Oj weź! Umowilam się na sobotę z Zibim na imprezę, ponoć jego kolega ma jakąś działkę pod miastem i jedziemy tam. Ty oczywiście tez!
-Co ja? A niby po co?
-Bawić się?
-Karola, proszę cię. Wiesz dobrze, że nie lubię głośnej muzyki i tego wszystkiego.
-No weeeeeź. O mam pomysł. Mówiłaś, że możesz mieć każdego, dlatego mam plan...
środa, 25 maja 2016
Rozdział 1
ONA:
Kwiecień- możemy zacząć lato!Zawsze lubiłam tą porę roku, kojarzyła mi się ze słońcem i dobrem. Dziś jest 14 kwietnia, moje urodziny. Karolina, moja przyjaciółka już od godziny szykuję mnie na wyjście do klubu. Nie lubię takich miejsc. Nie dość, że głośno i tłoczno to jeszcze śmierdzi i wszędzie są jacyś pijani kolesie. Założyłam czarną, obcisłą, sięgającą za udo sukienkę, włosy lekko pofalowałam i zostawiłam rozpuszczone. Makijażu nigdy nie lubiłam, użyłam tylko tuszu.
Ok. 20 byłyśmy gotowe do wyjścia, Karola jak to miała w zwyczaju, wygrzebała sb jakąś sukienkę z mojej szafy i pomalowana, z prostymi włosami prezentowała się rewelacyjnie. Obie założyliśmy wysokie szpilki, bo przy naszym 1,63 to najlepsze rozwiązanie (Wg. Karoliny oczywiście)Wyszlysmy z mojego mieszkania i taksówką podjechalysmy pod klub "Euforia". W środku, tak jak się spodziewalam była masa ludzi, smierdziało wódką i papierosami. Niezbyt chciałam tam zostawać no ale "to twoje pierwsze i ostatnie urodziny w tym roku. Musimy zaszaleć!" Tak właśnie podsumowała moją niechęć do wyjścia moja przyjaciółka.
Po wejsciu podeszlysmy do baru i kupiliśmy sb po coli z lodem. Po jakiś 15 min. Karolinę na parkiet wyrwał jakiś przystojniak, a ja zostałam sama. Zdziwiłam się, jak ludzie mogą być aż tak wysocy. Ten, nowy partner taneczny Lolki był bardzo wysoki. Ona przy nim wyglądała jak krasnoludek, ale z tego co widziałam to bawiła się dobrze. Do mnie dosiadł się jakiś pijany typ.
-Hej mała, co tak sama siedzisz?-wybełkotał
-Nie twój interes!
-Ooo zadziorna .Lubię takie.-mówiąc to położył rękę na moim kolanie.
-Mógłby pan wziąść tą rękę?
-A co nie podoba ci się?
-Nie.
-To chodź do łazienki, tam ci się spodoba.-zaczął mnie ciągnąć gdzieś wgłąb korytarza.
-Zostaw mnie!
-Jak nie będziesz się tak darla będzie mniej bolało.-mówił calujac mnie po szyi.
Płakałam, próbowałam się jakoś wydostać z tego kibla, ale nie dawałam rady, ponieważ przyłożył mi rękę do ust i nie mogłam krzyknąć. W pewnym momencie ktoś chwycił tego gościa i odciągnął odemnie. Zapłakana wybiegłam na dwór i płakałam siedząc na ziemi.
-Wszystko w porządku?-zapytał ktoś z góry. Nie odpowiedziałam, cały czas płakałam i nie byłam w stanie nic mówić.-Hej, coś ci się stało?-zapytał po chwili troskliwie-Nie płacz.
-Jak mam nie płakać? Nie wiesz co się przed chwilą stało, więc się nie odzywaj!
-Właśnie, że wiem. To ja cię uratowałem.-Kiedy to powiedział zrobiło mi się głupio. On mnie ratuje, a ja na niego krzyczę.
-Przepraszam.-powiedziałam cicho i spojrzałam na niego. Był wysoki, może nawet wyższy niż ten co tańczył z Karoliną.
-Za co ty mnie przepraszasz?-Kucnął przedemną i położył duże dłonie na moich zgiętych kolanach. Ja przestraszona od razu je zabrałam. Bałam się. Czego, tego, że będzie taki jak ten w klubie? Że wykorzysta? Nwm, sama nwm ale nie mogłam pozwolić mu na coś takiego. Bałam się...
-No bo ty mnie uratowałeś, a ja na cb nakrzyczałam.
-Nie przepraszaj. Skąd mogłaś wiedzieć, że to ja.-powiedzał z uśmiechem. Zapanowała chwilowa cisza
-Yyyyy ja muszę iść poszukać przyjaciółki.-powiedziałam po chwili i ruszyłam w stronę wejścia do klubu. Chodziłam chyba wszędzie ale nigdzie nie było Karoliny. Zrezygnowana stwierdziłam, że wrócę do domu. Bałam się iść na piechotę dlatego zadzwoniłam po taxi. Jednak z moim wiecznym szczęściem wszystkie były zajęte. Ale że o 24? Tak więc musiałam iść. Było mi bardzo zimno, bo nie miałam nic do okrycia się, oprócz sukienki. Do domu miałam jakieś 35 min. piechotą. Duuużo. I do tego takie zimno? Mówiłam, że rozpoczynamy lato? Tak? No to się myliłam. Noce znów są zimne. Idąc tak po chodniku, zatrzymało się obok mnie czarne, sportowe auto. Bardzo się przestraszyłam i nie patrzyłam w tamtą strone. Po chwili okno się odsunelo
-Nie znalazłaś przyjaciółki?-zapytał ktoś z auta.
-Słucham?
-To ja, chłopak z klubu. Uratowalem cię.-powiedział, a mi wtedy przypomniał się ten melodyjny głos.
-Aha, fajnie.-odpowiedziałam obojętnie
-Może cię gdzieś podnieść?
-Nie, dzięki. Przejdę się.
-Na pewno? Bo wiesz, jest bardzo zimno, co nawet po tobie widać bo idziesz przykulona i się cała trzesiesz. Więc wsiadaj bo zachowujesz.
-Nie martw się o mnie. Mam dużo czasu by wrócić do domu. Więc nie musisz mnie podwozić.
-Na pewno? Zaraz będzie park i wiesz tam jest zazwyczaj dużo pijakow i zboczonych gości.-mówił jadąc obok mnie pomału.
-Mógłbyś mnie nie straszyć już i tak nie mogę zapomnieć o tym co się dzisiaj stało, a ty mi jeszcze mówisz o czymś takim! Dobrze się czujesz? Jedź już lepiej i się odemnie odczep! No co tu jeszcze robisz? Jedź! Pewnie w domu czeka na ciebie jakąś panienka!-wyjrzyczalam zła przystajac na chwilę, po czym ruszyłam w dalszą droge. Chyba odpuścił, bo już nie słyszałam jadacego za mną auta, chociaż już wczesniej prawie nie było go słychać. Musiał wydać na nie majątki. Po niecałych 2 min. poczułam na ramionach jakąś ciepłą bluzę. Przestraszona odwróciłam się.
-Czego ty odemnie chcesz?
-Nie chcę żebyś zmarzla
-Daruj sobie. Wracaj do domu już ci powiedziałam!
-A ty? Czym ty wrócisz? Ja na prawdę nie klamalem o tym parku. Wiele dziewczyn już tytaj skrzywdzono.
-No to pójdę na około!
-Na około tego parku? Przecież to jakaś godz. drogi!
-I co z tego? Przynajmniej się przewietrze!
-Dziewczyno nie udawaj, że się nie boisz! Kiedy tylko cię dotknalem ty się przestraszyłaś! A co dopiero iść samej!
-I co z tego, że się boję, co ty Matka Teresa jesteś, czy co?
-Matka Teresa, to może nie. Ale jestem rozsądny i dlatego nie pozwolę ci tam iść. Albo wsiadziesz sama, albo cię tam zaniose!
-Nigdzie z tobą nie jadę!
-Sama teho chciałaś!-chwycił mnie szybko i pomimo moich krzyków i ciosów w jego klatkę piersiową. Wsadził do auta i zapiął pasy.
-Podaj adres.
-Nie.
-Podaj.
-Nie.
-ok.-odpowiedział i ruszył. Ja siedziałam wpatrzona w okno i nawet nie zauważyłam, że jesteśmy pod jakimś domem.
-Gdzieś ty mnie wywiózł?!
-Nie drzyj się. Cisza nocna jest. Jesteśmy u mnie.
-jak to u ciebie?
-Nie chciałaś mi podać swojego adresu więc przyjechałem pod mój. I nie marudz tylko chodź do środka.
-Nie nie wejdę tam. Odwież mnie na ul. Piłsudskiego.
-Co dziewczyno, to drugi koniec Rzeszowa!
-Nie to nie. Sama tam pójdę.
-nigdzie nie idziesz. Jutro cię odwioze. Teraz jestem zmęczony więc chodź.-ja jednak stałam nie wzruszona. Ten podszedł wziął mnie jak worek ziemniaków i wniósł do środka.
-Nie chciałaś po dobroci więc proszę bardzo. Lazienka po prawej, ja idę zrobić coś do jedzenia.-powiedział i ruszył zapewne do kuchni. Jak powiedział tak też zrobiłam. Weszłam w drzwi po prawej stronie i ujrzałam piękną, czarno-białą łazienkę. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Umyłam się męskim żelem oraz szamponem i wyszłam. Dokładnie wytarlam ciało i ubralam wcześniejszą bieliznę. Na to założyłam sukienkę i boso wyszłam.
-Dałbyś mi coś do spania?
-Koszulka może być?
-Tak.
Poszedł gdzieś i za chwilę wrócił z koszulką. Weszłam jeszcze raz do łazienki i się przebrałam. Później weszlam znów do kuchni, gdzie w ciszy zjedliśmy kanapki. Po zjedzeniu ja zaczęłam sprzątać a on poszedł się myć. Chciało mi się spać więc znalazłam sypialnię i się położyłam z nadzieją, że on wybierze kanapę. Po krótkiej chwili już spałam.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
I oto mój pierszy rozdział tutaj. Bardzo się cieszę, że udało mi się go napisać. Mam nadzieję, że kogoś zaciekawi! Do następnego! Bay :*
niedziela, 22 maja 2016
Bohaterowie!
Bez nich nie byłoby tego opowiadania, więc przedstawiam wam głównych bohaterów:
ONA:
Zazwyczaj cicha, miła dziewczyna, która jest bardzo wrażliwa i delikatna. Od dziecka boi się basenów i dużych zbiorników wodnych. Studentka medycyny. Zawsze ma wszystko w życiu poukładane.

ON:
Szalony, troskliwy, rozrywkowy chłopak, który lubi przygody i niczego się nie boi.

INNI:
Kuba- 8 letni chłopak, młody, przystojny i bardzo podobny do brata. Gra w reklamie i dobrze się uczy.

Zuzanna Michalik- siostra bliźniaczka głównej bohaterki. Rozrywkowa, szalona, niczego się nie boi. Lubi "przygody na jedną noc"

Adam i Grażyna Kurek- rodzice głównego bohatera.

Wojciech i Maria Michalik- rodzice głównej bohaterki.

ONA:
Zazwyczaj cicha, miła dziewczyna, która jest bardzo wrażliwa i delikatna. Od dziecka boi się basenów i dużych zbiorników wodnych. Studentka medycyny. Zawsze ma wszystko w życiu poukładane.
ON:
Szalony, troskliwy, rozrywkowy chłopak, który lubi przygody i niczego się nie boi.
INNI:
Kuba- 8 letni chłopak, młody, przystojny i bardzo podobny do brata. Gra w reklamie i dobrze się uczy.
Zuzanna Michalik- siostra bliźniaczka głównej bohaterki. Rozrywkowa, szalona, niczego się nie boi. Lubi "przygody na jedną noc"
Adam i Grażyna Kurek- rodzice głównego bohatera.
Wojciech i Maria Michalik- rodzice głównej bohaterki.
Cześć i czołem!
Hej! Przybywam do was z moim nowym opowiadaniem :) Pierwsze było o Wronce, a o kim będzie drugie? Tak, właśnie o tym sportowcu, który jest przystojny, dobrze zbudowany, wysportowany i wiele, wiele innych...ale to, że ma lekko odstające uszy, młodszego brata i gra w reklamie "Monte-możesz być kim chcesz" chyba ułatwia sprawę :)Cieszyłabym się, jeżeli byście coś napisali pod rozdziałami, które będą się pojawiały. Możecie po prostu napisać, że jesteście i czytacie, a będę zadowolona, bo chyba jak każdy wie, motywacja jest potrzebna, a dla mnie taką motywacją będą właśnie komentarze :) Miłego poniedziałku! Ja ruszam na balety! ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)