środa, 25 maja 2016

Rozdział 1


ONA:
  Kwiecień- możemy zacząć lato!Zawsze lubiłam tą porę roku, kojarzyła mi się ze słońcem i dobrem. Dziś jest 14 kwietnia, moje urodziny. Karolina, moja przyjaciółka już od godziny szykuję mnie na wyjście do klubu. Nie lubię takich miejsc. Nie dość, że głośno i tłoczno to jeszcze śmierdzi i wszędzie są jacyś pijani kolesie. Założyłam czarną, obcisłą, sięgającą za udo sukienkę, włosy lekko pofalowałam i zostawiłam rozpuszczone. Makijażu nigdy nie lubiłam, użyłam tylko tuszu.
 Ok. 20 byłyśmy gotowe do wyjścia, Karola jak to miała w zwyczaju, wygrzebała sb jakąś sukienkę z mojej szafy i pomalowana, z prostymi włosami prezentowała się rewelacyjnie. Obie założyliśmy wysokie szpilki, bo przy naszym 1,63 to najlepsze rozwiązanie (Wg. Karoliny oczywiście)Wyszlysmy z mojego mieszkania i taksówką podjechalysmy pod klub "Euforia". W środku, tak jak się spodziewalam była masa ludzi, smierdziało wódką i papierosami. Niezbyt chciałam tam zostawać no ale "to twoje pierwsze i ostatnie urodziny w tym roku. Musimy zaszaleć!" Tak właśnie podsumowała moją niechęć do wyjścia moja przyjaciółka.

  Po wejsciu podeszlysmy do baru i kupiliśmy sb po coli z lodem. Po jakiś 15 min. Karolinę na parkiet wyrwał jakiś przystojniak, a ja zostałam sama. Zdziwiłam się, jak ludzie mogą być aż tak wysocy. Ten, nowy partner taneczny Lolki był bardzo wysoki. Ona przy nim wyglądała jak krasnoludek, ale z tego co widziałam to bawiła się dobrze. Do mnie dosiadł się jakiś pijany typ.
-Hej mała, co tak sama siedzisz?-wybełkotał
-Nie twój interes!
-Ooo zadziorna .Lubię takie.-mówiąc to położył rękę na moim kolanie.
-Mógłby pan wziąść tą rękę?
-A co nie podoba ci się?
-Nie.
-To chodź do łazienki, tam ci się spodoba.-zaczął mnie ciągnąć gdzieś wgłąb korytarza.
-Zostaw mnie!
-Jak nie będziesz się tak darla będzie mniej bolało.-mówił calujac mnie po szyi.
  Płakałam, próbowałam się jakoś wydostać z tego kibla, ale nie dawałam rady, ponieważ przyłożył mi rękę do ust i nie mogłam krzyknąć. W pewnym momencie ktoś chwycił tego gościa i odciągnął odemnie. Zapłakana wybiegłam na dwór i płakałam siedząc na ziemi.
-Wszystko w porządku?-zapytał ktoś z góry. Nie odpowiedziałam, cały czas płakałam i nie byłam w stanie nic mówić.-Hej, coś ci się stało?-zapytał po chwili troskliwie-Nie płacz.
-Jak mam nie płakać? Nie wiesz co się przed chwilą stało, więc się nie odzywaj!
-Właśnie, że wiem. To ja cię uratowałem.-Kiedy to powiedział zrobiło mi się głupio. On mnie ratuje, a ja na niego krzyczę.
-Przepraszam.-powiedziałam cicho i spojrzałam na niego. Był wysoki, może nawet wyższy niż ten co tańczył z Karoliną.
-Za co ty mnie przepraszasz?-Kucnął przedemną i położył duże dłonie na moich zgiętych kolanach. Ja przestraszona od razu je zabrałam. Bałam się. Czego, tego, że będzie taki jak ten w klubie? Że wykorzysta? Nwm, sama nwm ale nie mogłam pozwolić mu na coś takiego. Bałam się...
-No bo ty mnie uratowałeś, a ja na cb nakrzyczałam.
-Nie przepraszaj. Skąd mogłaś wiedzieć, że to ja.-powiedzał z uśmiechem. Zapanowała chwilowa cisza
-Yyyyy ja muszę iść poszukać przyjaciółki.-powiedziałam po chwili i ruszyłam w stronę wejścia do klubu. Chodziłam chyba wszędzie ale nigdzie nie było Karoliny. Zrezygnowana stwierdziłam, że wrócę do domu. Bałam się iść na piechotę dlatego zadzwoniłam po taxi. Jednak z moim wiecznym szczęściem wszystkie były zajęte. Ale że o 24? Tak więc musiałam iść. Było mi bardzo zimno, bo nie miałam nic do okrycia się, oprócz sukienki. Do domu miałam jakieś 35 min. piechotą. Duuużo. I do tego takie zimno? Mówiłam, że rozpoczynamy lato? Tak? No to się myliłam. Noce znów są zimne. Idąc tak po chodniku, zatrzymało się obok mnie czarne, sportowe auto. Bardzo się przestraszyłam i nie patrzyłam w tamtą strone. Po chwili okno się odsunelo
-Nie znalazłaś przyjaciółki?-zapytał ktoś z auta.
-Słucham?
-To ja, chłopak z klubu. Uratowalem cię.-powiedział, a mi wtedy przypomniał się ten melodyjny głos.
-Aha, fajnie.-odpowiedziałam obojętnie
-Może cię gdzieś podnieść?
-Nie, dzięki. Przejdę się.
-Na pewno? Bo wiesz, jest bardzo zimno, co nawet po tobie widać bo idziesz przykulona i się cała trzesiesz. Więc wsiadaj bo zachowujesz.
-Nie martw się o mnie. Mam dużo czasu by wrócić do domu. Więc nie musisz mnie podwozić.
-Na pewno? Zaraz będzie park i wiesz tam jest zazwyczaj dużo pijakow i zboczonych gości.-mówił jadąc obok mnie pomału.
-Mógłbyś mnie nie straszyć już i tak nie mogę zapomnieć o tym co się dzisiaj stało, a ty mi jeszcze mówisz o czymś takim! Dobrze się czujesz? Jedź już lepiej i się odemnie odczep! No co tu jeszcze robisz? Jedź! Pewnie w domu czeka na ciebie jakąś panienka!-wyjrzyczalam zła przystajac na chwilę, po czym ruszyłam w dalszą droge. Chyba odpuścił, bo już nie słyszałam jadacego za mną auta, chociaż już wczesniej prawie nie było go słychać. Musiał wydać na nie majątki. Po niecałych 2 min. poczułam na ramionach jakąś ciepłą bluzę. Przestraszona odwróciłam się.
-Czego ty odemnie chcesz?
-Nie chcę żebyś zmarzla
-Daruj sobie. Wracaj do domu już ci powiedziałam!
-A ty? Czym ty wrócisz? Ja na prawdę nie klamalem o tym parku. Wiele dziewczyn już tytaj skrzywdzono.
-No to pójdę na około!
-Na około tego parku? Przecież to jakaś godz. drogi!
-I co z tego? Przynajmniej się przewietrze!
-Dziewczyno nie udawaj, że się nie boisz! Kiedy tylko cię dotknalem ty się przestraszyłaś! A co dopiero iść samej!
-I co z tego, że się boję, co ty Matka Teresa jesteś, czy co?
-Matka Teresa, to może nie. Ale jestem rozsądny i dlatego nie pozwolę ci tam iść. Albo wsiadziesz sama, albo cię tam zaniose!
-Nigdzie z tobą nie jadę!
-Sama teho chciałaś!-chwycił mnie szybko i pomimo moich krzyków i ciosów w jego klatkę piersiową. Wsadził do auta i zapiął pasy.
-Podaj adres.
-Nie.
-Podaj.
-Nie.
-ok.-odpowiedział i ruszył. Ja siedziałam wpatrzona w okno i nawet nie zauważyłam, że jesteśmy pod jakimś domem.
-Gdzieś ty mnie wywiózł?!
-Nie drzyj się. Cisza nocna jest. Jesteśmy u mnie.
-jak to u ciebie?
-Nie chciałaś mi podać swojego adresu więc przyjechałem pod mój. I nie marudz tylko chodź do środka.
-Nie nie wejdę tam. Odwież mnie na ul. Piłsudskiego.
-Co dziewczyno, to drugi koniec Rzeszowa!
-Nie to nie. Sama tam pójdę.
-nigdzie nie idziesz. Jutro cię odwioze. Teraz jestem zmęczony więc chodź.-ja jednak stałam nie wzruszona. Ten podszedł wziął mnie jak worek ziemniaków i wniósł do środka.
-Nie chciałaś po dobroci więc proszę bardzo. Lazienka po prawej, ja idę zrobić coś do jedzenia.-powiedział i ruszył zapewne do kuchni. Jak powiedział tak też zrobiłam. Weszłam w drzwi po prawej stronie i ujrzałam piękną, czarno-białą łazienkę. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Umyłam się męskim żelem oraz szamponem i wyszłam. Dokładnie wytarlam ciało i ubralam wcześniejszą bieliznę. Na to założyłam sukienkę i boso wyszłam.
-Dałbyś mi coś do spania?
-Koszulka może być?
-Tak.
Poszedł gdzieś i za chwilę wrócił z koszulką. Weszłam jeszcze raz do łazienki i się przebrałam. Później weszlam znów do kuchni, gdzie w ciszy zjedliśmy kanapki. Po zjedzeniu ja zaczęłam sprzątać a on poszedł się myć. Chciało mi się spać więc znalazłam sypialnię i się położyłam z nadzieją, że on wybierze kanapę. Po krótkiej chwili już spałam.


>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
I oto mój pierszy rozdział tutaj. Bardzo się cieszę, że udało mi się go napisać. Mam nadzieję, że kogoś zaciekawi! Do następnego! Bay :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz