sobota, 28 maja 2016

Rozdział 2


  Rano obudziły mnie promnienie słońca, które razily mnie w oczy. Otworzyłam je i zorientowałam się, że śpię na czyjejś klatce piersiowej. Po chwili przypomniałam sb wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Zabiję Karolinę za to, że mnie zostawiła! Już ona mnie popamięta! Moje marzenia z wczorajszej nocy o tym, że on jednak wybierze kanape, nie spełniły się. Chociaż nie powiem, że mi nie wygodnie, ponieważ już dawno nie spało mi się tak dobrze i bezpiecznie. Po jakiś 10 min. moich rozmyślań chłopak zaczął sie budzić.
-Yyy hej-powiedziałam speszona.
-Cześć-odpowiedział zaspanym, ale bardzo sexownym głosem-Długo nie śpisz?
-10 minut-odpowiedziałam i zapadła niezreczna cisza.-Dziękuję, że mnie wczoraj nie puściłeś tam samej-powiedziałam cicho
-Nmzc.
-Jest, bo gdybym tam poszła to pewnie by mi się coś stało, sam mówiłeś, że...
-Tak, ale nie wracajmy już do tego. Jak się spało?-Zmienił sprytnie temat.
-Ok, masz bardzo wygodne łóżko.
-Łóżko, czy klatkę piersiową?-zapytał ze śmiechem, a ja dopiero wtedy zorientowałam się, że nadał moja głowa spoczywa na nim i jestem do niego przytulona, a on obejmuje mnie ręką. Zawstydzilam się i pewnie spaliłam buraka. Ale wtopa Michalik!
-Yyyy przepraszam- powiedziałam szybko i poprawilam się do pozycji siedzącej.
-Oj, nie przepraszaj. Chodź tutaj jakoś fajnie mi się tak z tobą leżało.-objął mnie ręką w talii i pociągnął znów do siebie, a mi było nie zręcznie.
-Wiesz, chyba muszę już iść, bo przyjaciółka będzie się martwić.
-Ona to pewnie z Zibim jeszcze nae skończyli, także wątpię czy ma teraz głowę do zmartwień.
-Ale, że co?
-Znając mojego kumpla, to zaciągnął ją wczoraj do swojego mieszkania i spędzili upojną noc, a przy okazji śniadanie.
-Ale nic jej nie zrobi?-zapytałam przestraszona.
-No wiesz, ja nwm czy oni się zabezpieczają, czy niem
-Hahaha bardzo śmieszne. Ja się zbieram.
-Poczekaj, podwiozę cię.
-Dzięki, ale przejdę się.
-No coś ty? Pół miasta? Chce ci się?
-Tak. Poza tym są MKS-y.
-No nie wygłupiaj się! I tak już sam muszę się zbierać więc cię podwiozę i nie ma sprzeciwu. Idź się ubierz. Ja zrobię śniadanie.
-Nie jestem głodna.
-Yhyy fajnie, ale zjeść coś musisz. Mamusia nie uczyła, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia?
-Może tak, może nie. -odpowiedziałam i zniknęłam za drzewami łazienki. Po 15 min. byłam już gotowa.
-No nareszcie, chodź bo ci herbata wystygnie.
-Ok, ok już pędze.-usiedlismy do stołu i zjedliśmy tosty i wypilismy herbatę, po czym,on poszedł sie umyć, a ja zaczęłam oglądać telewizję. Na chyba wszystkich kanałach dudniało od jakiegoś tam ważnego meczu Rzeszowa z Bełchatowem, ale ja nie zwracałam na to uwagi, ponieważ nigdy nie interesowałam się siatkówką, jedyne co to umiałam trochę grać w gimnazjum, ponieważ musiałam mieć 6 z wf-u. Chłopak był już gotowy po 10 min. więc wyszliśmy i udaliśmy się w stronę mojego mieszkania. Byliśmy tam po 30 min. ponieważ Bartek się zgubił
-Jeeeny jak można się zgubić w Rzeszowie?-zrzedzilam
-No jak widać można!-wiedziałam, że był już poddenerwowany.
-Od kiedy tutaj mieszkasz?
-Od września.
-I jeszcze nie zdarzyłeś się zapoznać z miastem? Przez prawie 8 miesięcy?
-No jakoś nigdy nie musiałem jeździć na drugi koniec miasta!
-Teraz też nie musisz! Nikt ci nie kazal! Mówiłam, że dam sobie radę! Ale ty nie, bo wielki rycerz się znalazł!
-Jak ci sie coś nie podoba to droga wolna!
-No i bardzo dobrze! Pójdę sobie! Będę tam szybciej niż z tobą!
-A rób co chcesz!
-Skończony palant!
-Idotka!
-Spadaj przerośnięty patafianie!-krzyknęłam jeszcze i zatrzaslam za sobą drzwi jego auta. Zdenerwował mnie idiota jeden!
 Dotarłam do domu za pomocą miłego starszego pana, który zgodził się mnie podwieźć. Gdy weszłam do mieszkania usłyszałam dwa głosy. Jeden jak poznałam był mojej przyjaciółki, a drugi jakiegoś faceta. Zdjęłam buty i weszłam do salonu gdzie siedzieli.
-Hej wam.-powiedziałam, a oni przestali się śmiać i spojrzeli na mnie.
-O hej, gdzie ty byłaś całą noc? Martwiłam  się,!
-Jakiś palant najpierw mnie uratował, później pomógł i przenocowal, a dzisiaj próbował mnie odwieźć, ale kretyn nie znał drogi. I nawet się do tego bie przyznał! I co? I zrobiliśmy się! Później była krótka wymiana zdań i ja sobie poszłam. Jakiś pan mnie podwiozl i tak oto jestem, a wy jak się bawiliscie? Hmmm? Mam nadzieję, że ciocią nie zostanę, a jeżeli już to chcę być świadkiem na ślubie i matką chrzestną!
-Yyyy o czym ty mówisz? A tak wg to to jest Zbyszek. Zbyszek to Ola.-przedstawiła nas sb Karolina.-i my w nocy rozmawialiśmy, a nie to co ty zapewne robiłaś z tym swoim alvaro!
-Hahaha z tym idiota? Proszę cię! Mam nadzieję, że już więcej na oczy nie zobaczę tej przebrzydlej mordy z odstajacymi uszami!
-No,to widzę, że miał chłopak z tb wesoło-Zaśmiał się milczący dotąd Zbyszek.
-Nawet mnie nie denerwuj człowieku!-krzyknęłam idąc do swijego pokoju. Wzięłam lapka i usiadłam na łóżku.zaczęłam przeglądać różne strony internetowe, kiedy do mojego pokoju wpadla Karola ze Zbyszkiem
-Wiesz Ola, bo my chcemy wyskoczyć na jakieś szybkie sniadanko, a tutaj za chwilę ma przyjechac kumpel Zbyszka no i moglabys się nim chwile zająć? Nam to nie zajmie długo-poprosiła przyjaciółka
-Jeśli to będzie jakiś kretyn to od razu wywale go za drzwi!
-czyliiii...
-Czyliiiii idźcie już bo zaraz się rozmyślę!-powiedziałam, a oni szybko wyszli i usłyszałam tylko trzasniecie drzwi. Po jakiś 10 min. mój błogi spokój został perfidnie przerwany przez dzwonek do drzwi. Zabiję tego, kto się tam dobija!
-Cześć, ja do...-zaczął zaraz, jak tylko otworzyłam drzwi i gdy mnie zobaczył umilkł-Ty tutaj mieszkasz?
-Nie, przyleciałam z kosmosu tylko po to by otworzyć drzwi jakiemuś imbecylowi! Czego chcesz? Bo nie mam czasu!
-Może tak hamuj się co? Przyjechałem po Zbyszka. Jest?
-A widzisz go gdzieś?
-Nie bo zasłaniasz wszystko.
-Twierdzisz, że jestem gruba?
-No wiesz, siłownia albo dieta by ci nie zaszkodziły.-zaśmiał się
-Wiesz wolę być gruba i szczęśliwa, niż być taką kupą mięśni, która nikomu nie jest potrzebna! A nie przepraszam, jeszcze twój przyjaciel cię potrzebuje żebyś go do domu odwiozl.
-Weź się zamknij już, zachowujesz się jak jakaś histeryczka! Wposcisz mnie bo nie będę tutaj tak stał.
-Wlaz, ale nie myśl sb że zaproponuje ci jakąś kawę czy coś, nie chce mi się robić.
-Już jedną wypilem jakbyś nie pamiętała.-powiedział zaraz za moim uchem, a mnie przeszły dziwne dreszcze-Gdzie Zibi?
-Poszli gdzieś na śniadanie, zaraz powinni wrócić.
  Usiadłam sb na kanapie i zaczęłam przeglądać różne programy w tv. .-Ej, zostaw mecz był!-powiedzial, gdy minelam polsat sport.
-Oh, jak przykro. Nawet sb nie myśl, że będę oglądała jakiś durny mecz!
-No weź, tego jeszcze nie oglądałem!
-A co mnie to obchodzi! Nie lubię sportu i tyle!
-Ale tam gra Resovia ze Skra!
-Że kto? Weź się ogarnij i siedź cicho! Nie jesteś u siebie!-krzyknęłam, a on zaczął mnie laskotac i chciał zabrać mi pilot. Kiedy wyciągnęłam rękę poza kanapę on chciał ją złapać i przechylilismy się w kierunku podłogi, po czyn ja spadlam, a on na mnie-Patrzylismy sb długo w oczy. Ani ja ani on nie mogliśmy się od sb oderwać. Jednak kiedy on zbliżał twarz do mojej usłyszeliśmy otwieranie drzwi i krzyk Karoliny, że już są. Szybko się poderwalismy i usiedlismy spokojnie na kanapie. Jednak wyszło na jego i włączył ten mecz.
-O siema! Już jesteś, sorry ale byliśmy na śniadaniu. Długo czekałeś?-zapytał Zbyszek
-Yyyy nie, dopiero przyszedłem. To co jedziemy, nie mamy za dużo czasu.-odpowiedział speszeszony i wstał.
-Tak, poczekaj, pozegnam się tylko z Karoliną.-Zibi i moja przprzyjaciółka wyszli do jej pokoju "pożegnać się", a my zostaliśmy sami. Żadno się nie odezwalo, spojrzałam na niego, ale miał głowę spuszczoną w dół i o czymś zawzięcie myślał. Po 5 min. wrócili nasi "zakochani"
-No to co Kuraś jedziemy?-zapytał Zbyszek
-Tak, tak.
-To hej wam i do zobaczenia!-krzyknął Zibi i wyszedł. Jego towarzysz, którego imienia nawet nie znałam wyszedł tuż za nim, wcześniej mówiąc tylko ciche "cześć".
-Ten Kuraś to jakiś taki dziwny.
-Nwm, nie znam się.
-Ale przystojny-poruszala brwiami
-Przeciętny.
-No cos ty Olka! Nie mów, że ci się nie spodobał!
-Chłopak, jak chłopak. Nawet nwm jak ma na imię.
-Bartek.
-Aha, fajnie.
-Ojeny! Z takim podejściem to ty sb na pewno chłopaka nie znajdziesz!
-Weź przestań, jakbym chciała to bym miała każdego.
-Tak, to czemu nie masz?
-Bo nie chcę?
-Oj weź! Umowilam się na sobotę z Zibim na imprezę, ponoć jego kolega ma jakąś działkę pod miastem i jedziemy tam. Ty oczywiście tez!
-Co ja? A niby po co?
-Bawić się?
-Karola, proszę cię. Wiesz dobrze, że nie lubię głośnej muzyki i tego wszystkiego.
-No weeeeeź. O mam pomysł. Mówiłaś, że możesz mieć każdego, dlatego mam plan...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz